Nie ma ich zbyt wiele. Generalnie to jest tak, że refleksje mają to do siebie, że nie chce się o nich pisać, bo są albo zbyt osobiste, albo zbyt błahe. Nie ma nic pomiędzy. Taka natura tychże.
Czasami codziennie czuje się gdzieś w środku jakieś pozytywne rzeczy. Czasami jest to miłość, czasami zwykła sympatia, a czasami wspomnienia do których wraca się zupełnie bez większego powodu. Sama w sobie przeszłość może sprawiać radość tylko jeśli jest pozytywna, a jeśli już jest pozytywna, to może tylko na pierwszy rzut oka?
Nie wiem na ile mogę być szczęśliwy patrząc rano w lustro. Szczęśliwy z siebie. Nie wiem.
Chyba gdzieś zawaliłem i chciałbym się kiedyś świadomie do tego przyznać.