Prezydent ma jakieś kolejne informacje na temat kandydata na prezydenta, Radosława Sikorskiego. No ale choć wiedział, to nie powiedział, bo to takie modne: „Wiem, ale nie powiem, niech się sam przyzna, a jak się nie przyzna, to ja wtedy powiem.”. Nie wiem na ile to godne prezydentowi zachowanie, no ale chyba godności w tym urzędzie od ostatnich wyborów nie było zbyt wiele?
Donald Tusk powiedział:
Czas półprywatnych rozmów z prezydentem, z których wypływają insynuacje, się skończył. Nie mam w zwyczaju powtarzać rozmów, w których zamiast faktów pojawiają się emocjonalne oceny. Pan prezydent w tej rozmowie (w listopadzie 2007, gdy powoływano rząd PO-PSL – red.) oceniał ministra Sikorskiego, ale raczej pod kątem swoich sympatii i antypatii politycznych. Nie mogę państwu przedstawić faktów, bo ich nie było.
Jestem oczywiście rozczarowany treścią listu, bo liczyłem na to, że i ja, i opinia publiczna dowie się tak naprawdę o co chodzi, jeśli mówimy o jakichś pretensjach, czy zastrzeżeniach pana prezydenta, czy jego brata, do Radosława Sikorskiego.
Mamy wszyscy w Polsce dość poważny problem z politykami, którzy puszczają takie publiczne sygnały, że wiedzą coś straszliwego na temat polityków konkurentów, a później się okazuje, że nie wiedzą nic takiego, co mogliby przedstawić, czy mnie, czy opinii publicznej.
To trochę tak, jak w Procesie Franza Kafki. Są oskarżenia, ale o co, to już tak na prawdę nie wiadomo.
Z wielkim niepokojem czekam na wybory prezydenckie. Niepokojem, a jednocześnie nadzieją, że raz na zawsze pozbędziemy się z polskiej polityki braci zakompleksionych, zadufanych w sobie, trochę na pewno ograniczonych. Trzeba nareszcie na stanowisku prezydenta człowieka z kompetencjami i dobrą prezencją, jednak sam stopień profesora nic nie da, jeśli słoma z butów wystaje.